Każda wojna kiedyś musi się skończyć( nawet taka która trwała 30 lat). Moje zmagania z rakiem, początkowo swoim, potem żony , przeszły do fazy powrotu do normalnego ( na miarę indywidualnych możliwości) życia. Oczywiście już na zawsze pozostanie w nas ślad traumy, jaką przeszliśmy oboje, pewne dysfunkcje organizmu, bardziej lub mniej widoczne (jak blizny kombatantów wojennych). Pozostanie w nas również pobudzona wrażliwość na walkę z chorobami innych ludzi, chęć udzielania bezinteresownej pomocy. Wskutek osobistych przejść, zmienił się nam ( tak jak wielu innym ludziom, po przejściach) sposób spojrzenia na życie i wartościowania go. To paradoksalne, ale zyskaliśmy też szersze grono znajomych a może nawet przyjaciół.
Jeżeli to co napisałem w tym blogu, przydało się komukolwiek, to będę bardzo szczęśliwy.
Oczywiście, będę się starał robić w życiu to co poprzednio, czyli pomagać potrzebującym.
Tym samym zamykam tego bloga i pozdrawiam wszystkich czytających. Można się ze mną kontaktować na adres e-mailowy e.czaplinski1945@gmail.com
poniedziałek, 27 października 2014
sobota, 5 lipca 2014
Wakacje... Odc.32
Od kilku lat jeździmy z żoną, na turnusy rehabilitacyjne dla osób laryngektomownych. Jest to najlepsza forma nauki mowy, dla osób po operacji usunięcia krtani. Na turnusach spotykają się również osoby, dobrze mówiące, które są żywym przykładem na to , że można dobrze mówić , śpiewać i dobrze się bawić w swoim gronie. Jest to również doskonała terapia, polegająca na akceptacji siebie, swojej dysfunkcji. Ponadto osoby dobrze mówiące służą radą , a biorąc udział w zajęciach doskonalenia mowy, pokazują , że aby dobrze mówić , należy ćwiczyć cały czas.
Na turnusach spotykają się ludzie znający się do tej pory tylko z forów internetowych, często takie spotkania przeradzają się w przyjaźnie. Polecam taką formę wakacji wszystkim laryngektomowanym.
Na turnusach spotykają się ludzie znający się do tej pory tylko z forów internetowych, często takie spotkania przeradzają się w przyjaźnie. Polecam taką formę wakacji wszystkim laryngektomowanym.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Proszę Was wszystkich....Odc.31
Czas powoli uspokaja emocje związane z leczeniem Emilki. Dzięki Bogu, bardzo dzielnie przeszła przez ten trudny okres życia, za co ją podziwiam i jeszcze bardziej kocham.
Wiem z własnych doświadczeń, jak wielki opanowuje nas stress, po usłyszeniu diagnozy, jak w jednej chwili wali nam się świat. Jaki paniczny strach nas opanowuje, strach o siebie , o bliskich, o przyszłość. I pomimo tego , że lekarze uspakajają, mimo wsparcia rodziny i przyjaciół, ten strach w nas tkwi. Wiem też, że po leczeniu, te emocje bardzo wolno ustępują, dlatego wsparcie najbliższych jest ciągle bardzo ważne.
Piszę o tym w nawiązaniu do przypadku mojej Emilki, ale wierzę że te doświadczenia przydadzą się osobom czytającym mojego bloga. Proszę Was wszystkich, abyście przekazywali je innym, znajdującym się takiej sytuacji, wtedy to pisanie będzie miało głębszy sens.
poniedziałek, 31 marca 2014
Emocje opadły...a wiara w człowieka umocniła się. Odc.30
Weszliśmy w okres spokojnego powrotu do normalności. Ponieważ moja kochana , w miarę dobrze zniosła radioterapię, to nie ma potrzeby walki ze skutkami ubocznymi/ oprócz oczywiście przywracania do pełnej sprawności układu trawiennego/, trzeba tylko odreagować zmęczenie i stres/ Emilka mówi , że problemy psychiczne "zamiotła" pod dywan/.
Kolejne badanie w maju, powinno wykazać wyzdrowienie.
Wiemy , że przyjaciele i znajomi/ a niektórzy nieznający zupełnie Emilki/ , byli z nami . Czuliśmy to wsparcie, było ono dla nas bardzo ważne. Serdecznie Wam wszystkim , za to dziękujemy. Pozwala to umocnić wiarę w człowieka.
wtorek, 18 marca 2014
Serial, wcale nie musi być głupi...Odc.29
Wielu ludzi wyszydza oglądających seriale telewizyjne, a ja jeżeli tylko mam czas chętnie je oglądam. Ponieważ moim zdaniem, pokazują one sytuacje wzięte z normalnego życia. Dzisiejszy odcinek jednego z nich, poruszył temat bardzo mi bliski, mianowicie profilaktykę nowotworową, a właściwie jeden z jej aspektów, czyli pokazywanie chorym, że można z rakiem wygrać. Serialowa bohaterka, która sama przeszła przez bardzo trudny okres zmagania z chorobą , chce o tym czasie zapomnieć i wymazać go z pamięci. Na propozycję zaangażowania się w działanie wspierające chorych na nowotwór, kategorycznie odmawia, nie chcąc wracać wspomnieniami do tego czasu. Jest to reakcja symptomatyczna, wielu z moich przyjaciół, którzy byli chorzy, nie chcą nawet / jeżeli nie muszą/ przechodzić obok szpitala w którym byli operowani, a co dopiero publicznie o tym rozmawiać z innymi.
Piszę o tym dlatego, ponieważ bardzo wielu z nas, nie pamięta o tym, że udało im się przejść przez ten okres, dzięki pomocy i bezinteresownym wsparciu wielu osób. Z tej całej rzeszy ludzi , którzy otrzymali szansę na drugie życie, jest niewielu, którzy czują potrzebę oddania tego wsparcia innym. A uwierzcie mi , Ci chorzy nieświadomie, ale bardzo tego potrzebują. Jeżeli możecie , pomóżcie innym.
A tak , gwoli ścisłości, serialowa bohaterka, to zrozumiała i włączyła się w akcję pomocy.
To też jest działalność, na froncie walki z rakiem....
Piszę o tym dlatego, ponieważ bardzo wielu z nas, nie pamięta o tym, że udało im się przejść przez ten okres, dzięki pomocy i bezinteresownym wsparciu wielu osób. Z tej całej rzeszy ludzi , którzy otrzymali szansę na drugie życie, jest niewielu, którzy czują potrzebę oddania tego wsparcia innym. A uwierzcie mi , Ci chorzy nieświadomie, ale bardzo tego potrzebują. Jeżeli możecie , pomóżcie innym.
A tak , gwoli ścisłości, serialowa bohaterka, to zrozumiała i włączyła się w akcję pomocy.
To też jest działalność, na froncie walki z rakiem....
Jak trudno jest .....Odc.28
Nareszcie skończona radioterapia Emilki, 32 zabiegi naświetlania zakończone. Badania i wyniki są dobre, oczywiście są za niskie leukocyty, układ pokarmowy wyjałowiony i zasuszony, ale teraz już tylko odbudowa sprawności organizmu. Jeszcze 6 miesięcy diety i ograniczeń, oraz tomografia w czerwcu, ale to wszystko ma już charakter radosny, bo zwiastuje wyleczenie. Teraz odpoczynek, po wielu godzinach spędzonych w pociągu i wyniszczającym stresie. Już cieszymy się na czerwcowy wyjazd nad morze i spotkanie z przyjaciółmi...
Jak trudno jednak jest, cieszyć się własnym szczęściem, gdy w Centrum Onkologii, zostało wiele osób walczących z chorobą / niejednokrotnie przegrywając/, a codziennie przybywa nowych.....
Jak trudno jednak jest, cieszyć się własnym szczęściem, gdy w Centrum Onkologii, zostało wiele osób walczących z chorobą / niejednokrotnie przegrywając/, a codziennie przybywa nowych.....
poniedziałek, 10 marca 2014
Jeszcze tylko 6 zabiegów....Odc.27
Jestem pełen uznania dla mojej kochanej Emilki, za jej dzielność w trakcie zabiegów radioterapii. Bo same zabiegi osłabiają organizm / mimo tego , że nie bolą/, dodatkowo codzienne dojazdy do Wrocławia, to z reguły ok 4 godzin , często badania są rano a samo naświetlanie ok 18-19, co zajmuje cały dzień. Do domu wraca, totalnie zmęczona, wyczerpana. Oczywiście są i objawy uboczne w postaci zaburzeń jelitowych , braku apetytu / dieta jest bardzo uboga i restrykcyjna/ , ciągły niesmak w ustach, konieczność nawadniania/ ok. 2 litry płynów dziennie/ przy braku łaknienia. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie jest problem...Nie życzę znalezienia się w takiej sytuacji.
Ale jeszcze tylko 6 zabiegów, w następny poniedziałek , ostatni, uff... Oboje wierzymy, że choroba została pokonana.
czwartek, 27 lutego 2014
Tłusty czwartek,,,,ha ha ha Odc.25
Emilka znowu we Wrocławiu, zaczyna kolejny tydzień naświetlań. Już zaczyna odczuwać zmęczenie/ te podróże i nieobojętne przecież dla organizmu , radioaktywne promienie/, do tego dochodzą skutki uboczne leczenia, w postaci, ogólnie ujmując, kłopotów jelitowych. Ona, zazdroszcząca mi, regularności w pracy układu trawiennego, odwiedzająca dotąd WC dwa czasami trzy razy w tygodniu, teraz nosi w torebce STOPERAN, bo nie zna dnia , ani godziny...... Zalecana dieta, przy radioterapii, jest bardzo rygorystyczna i uboga , pod kątem rozmaitości, a tu jeszcze, jedząc to co wolno, ekspresowo i kłopotliwie jest wydalane.... A w kraju orgia tłustego czwartku, pączki z najprzeróżniejszymi nadzieniami, chrusty czy jak kto woli faworki. Nam przyjdzie poczekać jeszcze rok, do następnego TŁUSTEGO CZWARTKU......
niedziela, 23 lutego 2014
A walka trwa.... Odc.24
Wróciłem z dworca kolejowego, gdzie podwiozłem Emilkę do pociągu. Jak codziennie, pojechała do Wrocławia na kolejny zabieg radioterapii. To już trzynasty zabieg, jeszcze tylko 15, czyli trzy tygodnie. Jak na razie, najbardziej dokuczliwe są dojazdy , które pochłaniają dużo czasu, ale dojeżdżając, jest codziennie w domu a nie odizolowana w szpitalu, wśród cierpienia innych a niejednokrotnie i śmierci.To duży komfort psychiczny. Dzięki Bogu , na razie nie występują objawy uboczne, zobaczymy co dalej. Psychicznie , oboje zablokowaliśmy, poczucie choroby i zagrożenia. Funkcjonujemy normalnie, ale wiem , że we mnie / a w Emilce, widzę że też/ drzemie niepokój. To normalne, ale oboje wierzymy mocno, w powodzenie zaleconej radioterapii.
Niektórzy z moich przyjaciół, czytających tego bloga, zarzucają mi, że to już nie jest wojna z rakiem krtani, w związku z czym powinienem zmienić jego tytuł. W pewnym sensie, to racja. Ale wszystko wzięło początek , od mojej choroby. Skutkiem tego powstał ten blog. Nie mogłem przewidzieć, że choroba dotknie też moją Emilkę. Ale wszystkie moje działania, skupione są wokół choroby nowotworowej, w głównej mierze na raku krtani. Jednak , jeżeli tylko mogę biorę udział w działaniach profilaktyki antynowotworowej, w sensie ogólnym. Ponieważ wątek z Emilką , jest bardzo osobisty, pozwólcie mi na ten mały dysonans w tytule bloga.
niedziela, 16 lutego 2014
Odc.23
Powoli kończy się drugi tydzień naświetlania, skutków ubocznych na razie brak. Najbardziej uciążliwe, są jedynie codzienne podróże do Wrocławia, które łącznie z zabiegiem trwają od 4 do 6 godzin/ w weekendy/. To całkowicie burzy jakikolwiek porządek dnia i tak będzie gdzieś do 20 marca. Ale cel , uświęca środki... Oby tylko forma fizyczna była taka , jak teraz. Już powoli wyłania się kres leczenia, potem jeszcze reżim okresu rehabilitacji ..... Będzie dobrze!!!!!
poniedziałek, 3 lutego 2014
Każdy dzień przybliża do..... zwycięstwa Odc.22
Tytułowe słowa, napisała jedna z osób wspierających nas w zmaganiach z chorobą Emilki. To prawda, już ma za sobą dwa zabiegi brachyterapii, a w piątek powinny się zacząć naświetlania przezskórne/ jeżeli do tego czasu zakończy się okresowa konserwacja aparatu, do którego została zaplanowana/. Już wszystkie warunki i zalecenia dla osób w trakcie radioterapii, zostały Emilce przekazane. Chociaż tego otwarcie nie powiedziała, wiem że był to dla niej duży szok. Ale trzyma się dzielnie i jestem dla niej pełen podziwu i szacunku. Kocham ją jeszcze bardziej. Jesteśmy oboje wdzięczni wszystkim przyjaciołom , za wsparcie i słowa otuchy. Wierzę , że każde dobro wraca do dającego, w dwójnasób. Wierzę, że ta walka zakończy się zwycięstwem, nie ma innej opcji.
czwartek, 23 stycznia 2014
Nareszcie z górki. Odc.21
Ufff... Po konsultacji wyników his-pat, wykluczono potrzebę stosowania chemio-terapii. Zdecydowano, że zostanie zastosowana brachyterapia/ czyli naświetlanie wewnętrzne/ oraz radioterapia przezskórna/ czyli klasycznie przez powłoki brzuszne/. To już duże odciążenie psychiczne, bo wiadomo co dalej. Nawet pierwszy zabieg, brachyterapii już wykonano. Można ostrożnie powiedzieć że już powoli z górki...To z mojego punktu widzenia, a zdaję sobie sprawę / a może nie do końca/ co czuje Emilka. DZIELNA DZIEWCZYNKA...
niedziela, 19 stycznia 2014
Wiara, nadzieja i miłość........Odc.20
Już minęło dwa i pół miesiąca od operacji, a my ciągle na coś czekamy. Teraz na wyniki dodatkowych badań his-pat, które mają ewentualnie wykluczyć potrzebę zastosowania chemioterapii. Wiadomo, że to ważne, ale czas nieubłaganie upływa, a w tej chorobie czas zastosowania dalszego leczenia jest bardzo ważny. Już wiemy, że będzie 30 lamp, już jest cała procedura planowania uruchomiona, tylko te wyniki, wstrzymują radioterapię.Emilka zewnętrznie dobrze się trzyma, ale przecież widzę w jakim jest stresie. Wspieram ją jak mogę, ale dla niej to bardzo trudny okres. Oboje wierzymy mocno, w przezwyciężenie choroby, już nawet wiemy jak będziemy świętować, tylko termin jeszcze nieustalony. Wiara, nadzieja i miłość, to pozwala nam żyć....
wtorek, 31 grudnia 2013
Sylwestrowe rozmyślania... Odc.19
Rok temu, o północy , jak miliony innych ludzi, składaliśmy sobie życzenia noworoczne... Zdrowia, szczęścia , pomyślności i nawet przez ułamek sekundy, nie przyszło nam do głowy, jak dramatyczna okaże się druga połowa 2013 roku. Ile przysporzy nam zmartwień i strachu, ile czeka nas oboje stresu i niepewności. Dzisiaj, kiedy za kilka godzin niebo rozbłyśnie tysiącami fajerwerków i huknie niezliczona ilość otwieranych szampanów, znowu przytulimy się do siebie i złożymy sobie życzenia, wierząc, że nasze uczucie zwycięży w tej nierównej walce z chorobą. Że znowu będziemy mogli się cieszyć z życia. Wszystkim przyjaciołom i znajomym życzymy, aby ten rozpoczynający się rok 2014, przyniósł Wam tylko radosne chwile, w zdrowiu i miłości wzajemnej, żebyście cenili dar życia ponad wszytko inne.
sobota, 21 grudnia 2013
Nowe życie Odc.18
Nowe życie…
W
naszym środowisku, osób po laryngektomii, dzień operacji nazywamy
ponownymi narodzinami. Zaczynamy nowe życie, jest to danie nam drugiej
szansy, dlatego warto ją dobrze wykorzystać. Osobiście, w ciągu tych
siedmiu lat ( tak, tak to już tyle czasu upłynęło) wiele zmieniło się w
moim życiu. Paradoksalnie, brak mowy w początkowym okresie, pozwolił mi
poznać wiele osób, które wcześniej przeżyły to samo.
Wiele z nich zostało moimi przyjaciółmi lub kolegami. Ale od każdego z
nich, nauczyłem się jak żyć, jak akceptować siebie i jak uczyć otoczenie
tolerancji osób niepełnosprawnych.
Ci
którzy mnie znają , wiedzą że po dwu dniach od wyjścia ze szpitala,
stanąłem za ladą swojego sklepiku, siadłem za kierownicę auta i
pojechałem do hurtowni, po zaopatrzenie. W większości, ludzie którzy
mnie znali, ze zrozumieniem podchodzili do mojego szeptu, a kiedy
zapewniałem, że postaram się w krótkim czasie, nauczyć się mowy
zastępczej, z niedowierzaniem kręcili głowami. Szybko opanowałem
elektroniczną krtań i po ok.3 tygodniach, w miarę dobrze mogłem się
porozumieć. Nauka mowy przełykowej, niestety zajęła mi ok.1,5 roku.
Dzisiaj kiedy pomagam kolegom , w nauce mowy przełykowej, za każdym
razem, kiedy udaje się wytworzyć głos a potem zamienić go w pierwsze
nieporadne sylaby, obserwuję silne wzruszenie dorosłych osób ( zresztą
mnie ono też się udziela), bo zdają sobie sprawę, że to początek żmudnej
pracy, ale efekty są warte wysiłku.
Często też, ze smutkiem obserwuję , jak osoby które dobrze
rokowały, niweczą ten obiecujący początek, nie wykonując zadanych
ćwiczeń, co skutkuje tym , że dalej nie mówią. Bo efekty, w postaci
sprawnego mówienia, osiąga się tylko własną, ciężką pracą. Kiedy po
przypadkowym spotkaniu, pytam dlaczego nie mówią, twierdzą że zabrakło im cierpliwości.
Wracając
do przyjaciół, których poznałem po operacji, stanowimy zgraną
kilkunastu osobową paczkę ( z całej Polski), która spotyka się przynajmniej
raz w roku, na własny koszt. Rozmowom, zabawom i tańcom, wspólnym
spacerom, nie ma końca. Bo my po prostu lubimy z sobą przebywać.
Oczywiście, w tych spotkaniach , w większości towarzyszą nam nasi
współmałżonkowie.
Wiele
osób po laryngektomii, jeżeli tylko są w odpowiednim wieku, pracuje na
różnorodnych stanowiskach pracy, często bardzo odpowiedzialnych. Był
między nami adwokat, są księgowi, kierowcy, szefowie mniejszych lub
nawet sporych własnych firm. To doskonała forma rehabilitacji i
odnalezienia swojego miejsca w nowym życiu. Wielu emerytów, podejmuje
dodatkową pracę zarobkową, udziela się społecznie w
wielu dziedzinach życia.
Jak widać, życie po laryngektomii, wcale nie musi oznaczać bierności .
Dzisiaj,
kiedy przed nami czarowny czas, skrzący się blaskiem bombek
choinkowych, radością dzieci oczekujących prezentów, czas Świąt Bożego
Narodzenia, życzę wszystkim laryngektomowanym i ich rodzinom, zdrowia,
miłości i wytrwałości w osiąganiu celów oraz spełniania najbardziej
nieprawdopodobnych marzeń, w tym nowym, podarowanym życiu!!!
czwartek, 19 grudnia 2013
Wreszcie coś wiadomo... Odc.17
Dzisiejsza , długo wyczekiwana wizyta w poradni onkologicznej, rozładowała nieco napięcie i stress. Ustalono, po kolejnych szczegółowych badaniach, że radioterapia jest niezbędna. W związku z tym należy czekać na telefoniczne wyznaczenie terminu ponownego przyjęcia na oddział szpitalny, gdzie zostanie ustalony rodzaj i ilość niezbędnych dawek naświetlania. Pomimo ogólnego narzekania na służbę zdrowia, trzeba z zadowoleniem powiedzieć, że tak lekarz , jak i pielęgniarki odnosiły się z dużą kulturą i empatią, co powodowało , że pacjent czuł się podmiotowo. To bardzo rzadkie, a powinno być normą.
No cóż, dalej czekanie, ale już spokojniejsze......
No cóż, dalej czekanie, ale już spokojniejsze......
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Nareszcie są wyniki i tak nic dalej nie wiadomo...Odc.16
Po niemiłosiernie wlokącym się miesiącu, nareszcie są wyniki his-pat /podobno z pobranego podczas operacji materiału, przebadano 26 próbek w bardzo szerokim spektrum/. Dzisiaj , podczas badania i rozmowy u Ordynator oddziału pobrano jeszcze jeden wycinek do badania i za tydzień , lekarz w przychodni zdecyduje o radioterapii i jej wielkości. Czyli jeszcze dalej czekanie. Z otrzymanych wyników, wynika jednoznacznie, że pierwsze wyniki badań przed operacją wskazywały na bardziej zaawansowany stan chorobowy , więc jest powód do optymizmu . To potwierdza, ze wszystko powinno być i będzie dobrze, ale na ostateczną diagnozę trzeba będzie jeszcze poczekać.
wtorek, 26 listopada 2013
Spotkanie....Odc.15
Wczoraj zostałem zaskoczony, przez szefową SOL, zaproszeniem do Wyższej Szkoły Medycznej, na spotkanie ze studentami I roku pielęgniarstwa/ w większości młode i piękne dziewczyny/, w celu przekazania im podstawowych informacji o pacjencie po laryngektomii i jego oczekiwaniach ze strony średniego personelu medycznego/ chociaż dzisiaj słowo " średni", jest nieadekwatne do pielęgniarek i pielęgniarzy- a jakże-, bo większość z nich legitymuje się co najmniej licencjatem jak nie dyplomem magistra/. Po wprowadzeniu w temat przez Sybillę, w którym przekazała szeroką informację o środowisku pacjentów po laryngektomii / które jest , środowiskiem niszowym, na tle wszystkich pacjentów/, o organizacjach w których się zrzeszają, o szerokich działaniach, niejednokrotnie nowatorskich, na rzecz tego środowiska, przekazała mi GŁOS. Celowo podkreśliłem to słowo, gdyż dla tych młodych ludzi, moja mowa była totalnym zaskoczeniem, ale o to w sumie też chodziło. Ponieważ to była jednostronna pogadanka/ a szkoda, że nie dialog/, przez ok. 30 minut, opowiadałem o tym jak czuje się pacjent po laryngektomii, czego oczekuje od pielęgniarki, jakie informacje powinna przekazać pacjentowi i na co powinna zwrócić szczególną uwagę. Oboje z Sybillą, położyliśmy nacisk , na to aby w pacjencie?niezależnie o rodzaju jego niepełnosprawności/ widzieć normalnego człowieka, a nie kogoś innego od ogółu społeczności. Myślę , że to wczorajsze spotkanie zapadnie w pamięć tych adeptów pielęgniarstwa i kiedyś w życiu zawodowym wykorzystają , przesłanie w nim zawarte.
poniedziałek, 25 listopada 2013
Najtrudniejsze.......Odc.14
Kiedy oczekujemy na wynik badań his-pat, to jest to najtrudniejszy okres dla pacjenta i jego najbliższych. Praktycznie , nie mamy na nic wpływu, nic od nas bezpośrednio nie zależy, tylko bierność podszyta niepewnością. Staramy się zamienić, wsparcie rodziny, przyjaciół a czasem nawet osób słabo znanych, w wiarę i nadzieję. Nie myślimy, albo oszukujemy siebie, że nie myślimy o wynikach, robimy wiele rzeczy, mało ważnych , aby tylko zapełnić czas. A on tak wolno , tym razem biegnie.....to takie trudne. Ale na wojnie, tak bywa, że potrzeba cierpliwości, żeby potem wybrać najlepszy wariant dalszej walki, walki zwycięskiej.
środa, 13 listopada 2013
Kolejna potyczka wygrana Odc.13
Minął prawie miesiąc, od poprzedniego posta. Miesiąc pełen niepokoju, szukania "dojść", celem szybkiego przyjęcia do Centrum Onkologii/ normalnie kobiety czekają od 6 do 8 miesięcy, a wszyscy fachowcy mówią , że potrzebne jest szybkie i radykalne działanie/, wreszcie oczekiwanie na zabieg operacyjny a potem na wypis do domu.To wielkie szczęście, że dzięki układom z przeszłości/ mama Emilki była całe swoje życie pielęgniarką, a lekarze którzy z nią współpracowali, jeszcze doskonale ją pamiętają, zza zaświatów pomogła swojej córce/, wszystko odbyło się sprawnie i szybko. Teraz drugi etap, może jeszcze gorszy, bo bierne oczekiwanie na wyniki his-pat, długie dwa, trzy tygodnie.Wierzymy, że będą dobre, ale lekarze uprzedzili, że należy się spodziewać radioterapii, jako leczenia uzupełniającego i zachowawczego. Z tego pobytu w szpitalu, wyciągnęliśmy kilka wniosków. Po pierwsze, przerażająca ilość codziennego przyjęcia pacjentek, na jeden tylko oddział ginekologii onkologicznej, po drugie kolejka oczekujących, zdiagnozowanych , pacjentek, co świadczy o zbyt małej bazie placówek walczących z tą chorobą cywilizacyjną oraz o zbyt niskich środkach z NFOZ, przeznaczanych na ten cel. Ale są też pozytywy, kadra lekarzy, oddanych swojej profesji, mających duże doświadczenie, personel pielęgniarski, który rozumie doskonale psychikę kobiet znajdujących się w głębokim stresie, całkiem niezłe wyżywienie, jak na środki finansowe , które mają do dyspozycji.
Dzięki Bogu, mamy to już za sobą, teraz spokojna rehabilitacja, oszczędzanie siebie/ jak trudno kobiecie , to przychodzi/ i czekanie. Wiemy doskonale i czujemy wsparcie przyjaciół, znajomych i rodziny, będzie dobrze, bo nie może być inaczej.
Dzięki Bogu, mamy to już za sobą, teraz spokojna rehabilitacja, oszczędzanie siebie/ jak trudno kobiecie , to przychodzi/ i czekanie. Wiemy doskonale i czujemy wsparcie przyjaciół, znajomych i rodziny, będzie dobrze, bo nie może być inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)